Będzie to opis mojego spotkania z równie pięknym, ale mechanicznym ptakiem. Przywiezionym z antypodów w drewnianych skrzyniach. Wtedy nie bardzo przypominał on tę piękną sylwetkę samolotu na którą mogłem dzisiaj patrzeć. Trzeba było nie mało wysiłku aby samolot przybrał swój obecny wygląd. Dla kogoś kto zakochał się w lataniu - każdy ptak ma duszę, a w szczególny sposób dostrzega ją w tych - zbudowanych ludzką ręką. Ten wtorek nie zapowiadał się niczym szczególnym. Od rana nasiadówka przy komputerze doprowadzająca do przemęczenia oczu. Nagle w głośniku odezwał się głos połączenia Skype. O... to Pan Janek! Serdeczne przywitanie po długim okresie braku kontaktu. Po kilku minutach rozmowy dochodzimy do wspólnego stanowiska, ze tak pięknej, jesiennej pogody nie wolno zmarnować! Umawiamy się na spotkanie na Leszczyńskim lotnisku. Na samą myśl o lotnisku puls zaczyna przyśpieszać, a w pięty jakby coś zaczynało przygrzewać. No cóż tak już mam i myślę, ze to nie dotyczy tylko mnie! Z Ostrowa przy dobrych warunkach do Leszna jest około trzydzieści minut lotu, mnie dojazd zajmuje około dwudziestu minut. Pan Janek wkrótce zajmuje się przygotowaniem i zatankowaniem samolotu, a ja przekładam zaplanowane obowiązki na inny termin.
Pomysł i konstrukcja samolotów Jabiru powstały co prawda hen za oceanem, gdzie słońce "chodzi spać" ale to w niczym nie przeszkodziło aby ten samolot zadomowił się w naszym kraju. Zadomowił się bo został przygarnięty przez jedną z tych osób, która urodziła się aby latać, nie tylko latać ale pracować i żyć dla lotnictwa. Mówię o Panu Janie Orzechowskim. Bo to on przywiózł z wystawy lotniczej na Florydzie pomysł "zagnieżdżenia" Jabiru na naszej ziemi. Moje pierwsze spotkanie z Jabiru miało miejsce ponad rok temu na lotnisku w Michałkowie koło Ostrowa Wielkopolskiego. Było to jednak spotkanie tylko połowiczne bo nie miałem możliwości zobaczyć tego pięknego ptaka w locie, nie wspominając o zasmakowaniu podniebnej podróży na jego skrzydłach. Pierwszym i jedynym latającym wtedy egzemplarzem Jabiru był czteromiejscowy J450.
|
| Niestety, nieobecność na lotnisku właściciela i pilota tego samolotu spowodowała, że mogłem go tylko zobaczyć z bliska i zrobić kilka fotek. W hangarze trwały ostatnie prace przygotowujące do oblotu dwumiejscową wersję - J 160. To pierwszy samolot marki Jabiru, zmontowany w Polsce. Pod maską czekał na podjęcie swojego niełatwego zadania czterocylindrowy, aluminiowy silnik o mocy 85 KM. Podobnie jak cały samolot, rodem z Australijskiego miasteczka Bundaberg. |
To tam, w głównej siedzibie firmy Jabiru powstało do tej pory ponad tysiąc pięćsset tych maszyn, które eksploatowane są we wszystkich zakątkach świata. Tam też wyprodukowano trudną do policzenia ilość silników, będących "dziećmi" miejscowych inżynierów. | |
| Są to jednostki napędowe o czterech, sześciu i ośmiu cylindrach. |